Wiedziałem, że jadę w rejony, gdzie mróz może być realnym zagrożeniem – nie tylko niewygodą. Tadżykistan, Chiny, Mongolia. Dlatego wybór był świadomy: śpiwór puchowy Cumulus szyty na miarę, z temperaturą ekstremum do -30°C.
W terenie: śnieg, step i mróz
Śpiwór towarzyszył mi od momentu, gdy temperatury zaczęły spadać – czyli przez sporą część naszej 9-miesięcznej wyprawy. Spałem w nim m.in. na płaskowyżach i w górach Azji Środkowej. Bywało, że temperatura spadała znacznie poniżej -20°C, a woda zamarzała w kilka minut – nawet za dnia. Mimo czapki i warstw ubrań, utrzymanie ciepła było realnym wyzwaniem.
W takich warunkach śpiwór działał znakomicie – czułem, że naprawdę mnie chroni. Spałem w dodatkowych warstwach i czasem dogrzewałem się kuchenką, ale to właśnie dzięki śpiworowi przetrwałem najzimniejsze noce. Bez niego dotarcie do Mongolii stałoby pod dużym znakiem zapytania.
Wilgoć i kondensacja
Największym problemem była kondensacja wilgoci w namiocie. Rano śpiwór często był wilgotny, a przy niskich temperaturach nie było jak go wysuszyć. Puch bardzo chłonął tę wilgoć – i w zimnie był to realny problem. W cieplejszym klimacie sytuacja wyglądała zupełnie inaczej – wtedy schnął szybko.
Waga i pakowność
Śpiwór był duży. Nie kompresowałem go mocno, żeby nie tracił właściwości, więc woziłem go na przednim bagażniku w drybagu Crosso. Zajmował sporo miejsca, ale to była cena za komfort termiczny. W tej kwestii priorytetem było dla mnie ciepło, nawet jeśli oznaczało to rezygnację z części pakowności.
Trwałość i jakość
Po powrocie do Polski śpiwór nadal trzyma poziom. Nie stracił właściwości, puch się nie zbił, zamek działa. Ma kilka drobnych dziurek i był cerowany – ale biorąc pod uwagę, przez co przeszedł, to naprawdę nic wielkiego.
Co bym dziś zrobił inaczej?
Gdybym miał jeszcze raz wyruszyć w tę samą podróż, postawiłbym na śpiwór o nieco wyższym parametrze cieplnym. Choć ten model sprawdził się świetnie, szczególnie w ekstremalnym zimnie, to przydałoby się więcej komfortu termicznego w momentach, gdy temperatury były bliskie dolnej granicy komfortu. To pozwoliłoby lepiej radzić sobie z wilgocią i zmęczeniem nocą, zapewniając jeszcze spokojniejszy sen.
Z perspektywy czasu, dodatkowo szukałbym sposobu na ograniczenie kondensacji. Może inny namiot, może dodatkowa osłona wewnętrzna. Ale sam wybór śpiwora? Nie żałuję ani trochę. Ogrzewał mnie, gdy warunki stawały się nie do zniesienia. I to było najważniejsze.
Dodaj komentarz